_______________
Zdzisław Piernik (ur. 1937) — polski tubista-wirtuoz, wybitny interpretator muzyki współczesnej i improwizator.
![]() |
| Fot. Jerzy Grzegorski. |
"Tuba [...] dopiero w drugiej połowie XX wieku wyemancypowała się na instrument solowy. U nas ta emancypacja [...] dokonała się głównie dzięki Zdzisławowi Piernikowi, [kiedy] rozpoczął swoją karierę jako solista" (Tadeusz Kaczyński).
"[Okazał się] nieugiętym zwolennikiem tuby jako instrumentu solowego. Wystąpił solo setki razy, prezentując najnowszy i najtrudniejszy repertuar […]. Jego twórczość na preparowaną tubę wykorzystuje najbardziej innowacyjne i rewolucyjne techniki i sprawia, że tuba staje na równi z innymi instrumentami wykorzystywanymi powszechnie na scenie muzyki współczesnej" (John Griffiths).
"Jako pierwszy tubista w Polsce wprowadził do swojej gry flażolety, glissanda, frullato, wielodźwięki. Swój instrument preparował, wbudowując w tubę dźwięczniki od trąbki, saksofonu i puzonu, używając ustników od fagotu i saksofonu oraz różnego rodzaju tłumików" (Małgorzata Kosińska).
"Kiedy po raz pierwszy usłyszałem solowy występ Zdzisława Piernika, byłem w szoku. Oto muzyka trudna, wykonywana na niezwykłym instrumencie, a jednak jakże interesująca i zapraszająca do słuchania, za sprawą wielkiej kreatywności i zaangażowania tubisty" (Jan Błaszczak).
Komponowali specjalnie dla niego: Benno Ammann, Zbigniew Bargielski, Andrzej Bieżan, Marian Borkowski, Andrzej Dobrowolski, Roman Haubenstock-Ramati, Wojciech Kilar, Krzysztof Knittel, Andrzej Krzanowski, Krzysztof Penderecki, Bogusław Schaeffer, Elżbieta Sikora, Witold Szalonek, Fernando Grillo, Jan Fotek, Piotr Lachert.
Niektóre z tych dzieł znajdziemy na fenomenalnym albumie "Tuba" (1982, Polskie Nagrania Muza; seria Polish Contemporary Music).
Strona pierwsza to trzy utwory o charakterze bardziej tradycyjnym, natomiast druga — dwa, ale awangardowe; łącznie 48 minut muzyki. Przedstawię zawartość, korzystając z omówienia Tadeusza Kaczyńskiego. Warto uwzględnić też wspomnienia Piernika.
Najsampierw "Capriccio Per Tuba / Scherzo Alla Polacca" (1980) Krzysztofa Pendereckiego. Przystępny dla słuchacza, lecz wymagający dla wykonawcy, bowiem w jednym fragmencie kompozytor "używa najwyższych i najniższych dźwięków możliwych do wydobycia na tubie". Potem mamy "Vox Per Uno Strumento Ad Ottone" (czyli na dowolny instrument dęty blaszany) z 1977. Marian Borkowski operuje tu "wszelkimi możliwymi typami dźwięków i rozmaitymi rodzajami artykulacji (m.in. staccato, legato, tremolando, oscillando, molto vibrato, frullato)". Zamyka tę stronę Andrzej Krzanowski "Sonatą na tubę solo / Sonata For Solo Tuba" (1978), atrakcyjną i komunikatywną "ze względu na swoje walory wirtuozowskie (pierwszy temat) i ekspresyjne (liryczny temat drugi)".
Kolejna strona to "Muzyka na tubę solo / Music for Solo Tuba" (1973) Andrzeja Dobrowolskiego, składająca się "z trzech części, z których dwie skrajne grane są na »klasycznej« tubie basowej, zaś środkowa na tubie preparowanej. [...] Nowe środki służą tu do uzyskania niezwykłych efektów sonorystycznych, przypominających chrapanie, warczenie, gwizdy, świergoty i piski, niekiedy tak wysokie, że aż trudno uwierzyć, iż można je wydobyć z instrumentu o tak niskim rejestrze". Wreszcie oszałamiające "Piernikiana per tuba sola" Witolda Szalonka (1977), najtrudniejszy ze wszystkich utworów, prezentowany już w 1979 podczas Warszawskiej Jesieni (co zostało udokumentowane).
***
Zdzisław Piernik karierę zaczynał jako kontrabasista, w zespołach jazzowych. Nawet z powodzeniem występował na Jazz Jamboree. Niestety, większość tego materiału jest trudna do pozyskania, nad czym sam ubolewa. Jako tubistę usłyszeć go można natomiast na płycie Jana Ptaszyna Wróblewskiego pt. "Sprzedawcy glonów" (1973, Polskie Nagrania Muza), wyróżniającej się zaiste doborowym składem (Szukalski, Muniak, Namysłowski, Stańko, Karolak, Makowicz, Bliziński, Trzaskowski, Nahorny, Seifert, Urbaniak, Suchanek, Bartkowiak, Stefański i kilku innych asów).
Zawsze fascynowała go swobodna improwizacja. Dlatego, gdy po latach powrócił na estradę, nawiązał współpracę z wieloma znakomitymi muzykami młodego pokolenia. Unikalnych brzmień poszukiwał z saksofonistą i klarnecistą Michałem Górczyńskim czy kontrabasistą Sławomirem Janickim, z Mazzoll Trio czy HATI. Opinie na temat tego ostatniego projektu możemy poczytać na Bandcamp.
Mimo podeszłego wieku, na bezdech tubista na pewno nie narzeka. Potrafi tak dopierniczyć, że dęby tańczą. Przekonać się o tym możemy, obcując chociażby z albumem "Namanga" (2008, Vivo Records), na którym wykonuje kompozycje Piotra Zabrodzkiego. Ten multiinstrumentalista odpowiada ponadto za fortepian, fortepian elektryczny, kontrabas, gitarę basową, organy i ambient. Momentami towarzyszą im Hubert Zemler na perkusji i wibrafonie oraz Wojciech Kondrat na skrzypcach.
Dziwna to pozycja, zaskakująca i pasjonująca. Awangarda. Na repertuar składa się piętnaście miniatur, trwających od minuty do dwóch i pół. Wyjątkami są "Na Wawelu" (5:28), wreszcie kończący wszystko "Emblema 47 Outro" (11:57). Jednak w tym ostatnim przypadku proszę uważać: po dwóch minutach nastaje zupełna cisza, utrzymuje się przez minut pięć i kiedy wydawać się może, że doszło do pomyłki, doświadczamy furii dźwięków, jakby przebudziło się jakieś dzikie zwierzę. O tym należy uprzedzić zawczasu — oj, obserwowałem reakcję ludzi, którzy niczego się nie spodziewali! Lecz i nadmienić trzeba, że to fragment wręcz genialny, niewiarygodny zarówno od strony wirtuozerskiej, jak i pod względem inwencji.
Bywa, że Piernik gra spokojnie, medytacyjnie, klimatycznie, liturgicznie. Dość często jednak szokuje oszalałymi, rozbestwionymi partiami, wyczynia rzeczy niesłychane i bezkompromisowe. Bez żadnego problemu dotrzymuje tempa rockowym, punkowym czy nawet hard core'owym rytmom. Owo misterium tubisty odbywa się na jakimś spidzie, acz w pełni kontrolowanym.
Recenzent, Filip Lech, stwierdził: "Tych dwóch muzyków stworzyło płytę niesamowitą, której nie było w Polsce od wielu lat" i którą "można spokojnie położyć na półce obok »Astigmatic«", oczywiście Komedy. Tym mniej zorientowanym (zawsze w czymś orientujemy się mniej bądź bardziej) tłumaczę, że według krytyków to najwybitniejsza pozycja w historii polskiego jazzu. Zasługiwałaby zatem "Namanga" na miano arcydzieła? Tego nie potrafię stwierdzić. Lecz jestem przekonany, że Piernik nie jest nudziarzem. Urozmaica występy na wszelkie sposoby i obezwładnia perfekcją.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz